Frokostblanding #23

22

Po dość długiej majówce czas wrócić do codziennych zadań. Dla niektórych z Was może to być nauka języka norweskiego, najprawdopodobniej wariantu bokmål (o dwóch odmianach języka norweskiego pisałam tutaj). Na większości kursów językowych, i to nie tylko tych prowadzonych w Polsce, uczy się właśnie tej odmiany. Niemal wszystkie dostępne u nas podręczniki dotyczą bokmålu. Ja sama uczyłam się tej odmiany norweskiego i dość długo wydawało mi się, że to w zupełności wystarczy. Ale czy na pewno? W dzisiejszym wpisie śniadaniowym podam Wam kilka powodów, dla których warto jednak zwrócić uwagę na nynorsk.

Po pierwsze: to wciąż jest język norweski!

Wydaje mi się, że wokół wariantu nynorsk wyrosło po prostu zbyt wiele mitów. Czasem kursantów niemal straszy się tym, że po opanowaniu bokmålu i tak nie będą w stanie zrozumieć drugiego wariantu. Tak jakby to był jakiś zupełnie inny język, nie mający nic wspólnego z odmianą książkową. Racja, niektóre słówka są zupełnie inne niż w bokmålu, ale też nie dajmy się zwariować. Pojedyncze słówka można sobie zawsze sprawdzić w nieocenionym Nynorskordboka i po problemie. Zrozumienie nynorska może na początku być małym wyzwaniem, ale to nieprawda, że ucząc się książkowej odmiany języka, nynorsk będzie dla nas jak czarna magia. Nie dajcie sobie tego wmówić!

Po drugie: wycieczki na zachód

Zachodnia część Norwegii należy do najładniejszej (głównie ze względu na fiordy) i to właśnie tam znajdziemy nynorsk niemal na każdym kroku. Bez względu na to czy wybierzecie się tam w celach turystycznych czy zawodowych, dobrze byłoby poświęcić trochę czasu na nynorsk, by móc zrozumieć oznaczenia na tablicach czy przeczytać jakiś zachodni dziennik.

Po trzecie: bogata kultura

Gdy słyszę, że ktoś zarzeka się, że nigdy w życiu nie będzie używał nynorska albo że zamierza omijać wszystko, co zostało napisane w tej odmianie języka, to robi mi się trochę smutno. W nynorsku tworzyło i wciąż tworzy wielu pisarzy i muzyków i naprawdę szkoda rezygnować chociażby z lektury książek Vesaasa tylko dlatego, że pisownia nieco odbiega od tego, co znamy z podręczników.

Po czwarte: nynorsk nie zniknie

Sceptycy wciąż przewidują upadek nynorska i całkowitą dominację odmiany bokmål, ale jakoś trudno mi uwierzyć, żeby tak się miało stać. Dla Norwegów język to ważny element tożsamości. Poza przywiązaniem do dialektów w języku mówionym, również w wariancie pisanym można zaobserwować preferencje odnośnie wybieranej formy języka. O ile Oslo uznawane jest za stolicę bokmålu, o tyle np. w Bergen i innych miastach na zachodzie kraju króluje nynorsk (bardzo tu uogólniam oczywiście). Czy naprawdę myślicie więc, że Norwegowie, którzy obrażają się, gdy ktoś porzuca swój dialekt, zgodziliby się na ujednolicenie języka pisanego w całym kraju? Takie próby były podejmowane wielokrotnie już od XIX wieku i nie przyniosły one większych rezultatów. Nie sądzę, żeby tym razem miało być inaczej.

Po piąte: oryginalność

W końcu nie każdy kraj może się poszczycić dwoma odmianami jednego języka! Niektóre nacje zdecydowały się na wprowadzenie kilku języków urzędowych, a w Norwegii obywatele mogą sami wybrać, który sposób zapisywania norweskiego bardziej im odpowiada. Jeśli komuś nie podoba się wyglądająca duńsko pisownia języka książkowego to zawsze może zwrócić się ku podobnemu do dialektów nynorskowi. W szkołach, urzędach i mediach każdy ma wolność wyboru i to, w której odmianie języka coś napisze, będzie trochę jak komunikat dla innych. Użytkowników nynorska jest znacznie mniej, niż użytkoników bokmålu, to prawda, ale za to ich podejście do języka sprawia, że nynorsk wciąż żyje. Nie warto więc unikać go jak ognia, bo wiele może Was ominąć :)

A jakie są Wasze doświadczenia z dwoma wariantami języka norweskiego?

2 uwagi do wpisu “Frokostblanding #23

  1. Na początku chciałam napisać, że bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga:) Jestem co prawda filologiem szwedzkim, ale bardzo lubię Norwegię (pracowałam dwa razy podczas studiów w norweskich schroniskach górskich) i na co dzien mam dużą styczność z j. norweskim.
    Pracuję jako przewodnik i część moich klientów to Norwegowie. Świetnie sobie radzą z rozumieniem
    j. szwedzkiego, a ja pod nich tworzę językową hybrydę pod nazwą „svorsk”:) Muszę przyznać, że dla mnie różnica między bokmål a nynorsk jest ogromna. Od razu słyszę, kto przyjechał z zachodniego wybrzeża i muszę mocno wytężyć umysł, żeby za nimi nadążyć. Ale zapewne byłoby inaczej gdyby to j.norweski był moim pierwszym, wyuczonym językiem.

    Jestem ciekawa jak Ty jako filolog norweski radzisz sobie z dialektami? Ja odnosze wrażenie, że prawie każdy Norweg mówi w inny sposób i ma jakieś swoje regionalne naleciałości i to mnie w norweskim przeraża:)

    Polubione przez 1 osoba

    • Kasiu, dziękuję za miłe słowa! :)
      A co do norweskiego i dialektów to odkryłam pewną ważną myśl, której się zawsze trzymam – zaakceptowałam po prostu, że nie nauczę się wszystkich dialektów! Na początku bardzo mnie frustrowało to, że właśnie każdy Norweg mówi inaczej, a dziś przyjmuję to już na chłodno. Jeśli nie rozumiem, zawsze mogę zapytać i już. Norweski nie jest może zbyt wdzięcznym językiem do nauki, ale na pewno bardzo ciekawym. Tak więc przy dialektach nynorsk w piśmie to pikuś ;)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s