Początek końca nordyckich tradycji?

Jak zapewne wiele z Was wie, 13. grudnia każdego roku w Skandynawii obchodzi się dzień św. Łucji. Tradycję tę kultywują głównie Szwedzi, ale i Norwegowie nie pozostają w tyle i wciąż organizują pochody w przedszkolach, szkołach, a czasem nawet i miejscach pracy. Kilka wpisów o historii tych obchodów oraz związanych z nimi kontrowersjami znajdziecie np. u Natalii ze Szwecjobloga. Ja nie będę dziś pisać o tym skąd wzięła się ta i inne okołoświąteczne tradycje, ale pomyślałam, że to dobra okazja, żeby zastanowić się nad tym czy szeroko pojęte nordyckie zwyczaje w ogóle mają szansę przetrwać. Skąd te obawy? 

Łucja, czyli zło wcielone

Kontrowersje związane z obchodami św. Łucji chyba już niedługo staną się tradycją samą w sobie. Bo przecież wszystko z tym obyczajem jest nie tak – ma związek z religią chrześcijańską, główną postacią jest dziewczynka, a do tego najlepiej blondynka, a za nią idzie grupka dzieciaków. Pierwszym nagięciem zasad było pozwolenie nie-blondynkom na branie udziału w pochodzie, a ostatnio nawet i chłopcy dumnie przejmuję rolę Łucji.

Nie śledzę doniesień na ten temat aż tak dokładnie, więc na pewno ominęło mnie wiele jakże fascynujących zarzutów względem tej, nota bene bardzo multikulturowej, tradycji. Bo przecież przyczepić się można do wszystkiego, oby tylko był rozgłos w mediach. Ja sama miałam nie tak dawno możliwość rozmawiać z pewną Szwedką mieszkającą w Polsce, którą bardzo dziwi, że w niektórych miejscach w naszym kraju pasjonaci północy organizują obchody św. Łucji. Nie bardzo rozumiałam co w tym złego, więc zapytałam dlaczego uważa to za dziwne. Według niej św. Łucja to już przeżytek i w samej Szwecji podobno coraz mniej szkół i organizacji praktykuje ten zwyczaj. W latach 80., gdy ona chodziła do szkoły jeszcze był ok, ale dziś już nie wypada bawić się w takie rzeczy.

Każdy ma prawo do swojego zdania, więc i ja pozwolę sobie zabrać słowo w tej kwestii. Trochę dziwi mnie podejście niektórych Szwedów i Norwegów do tego typu tradycji (podobne kontrowersje związane z tym czy dzieci w ogóle powinny wcielać się w rolę Łucji miały miejsce też w Norwegii). Mam wrażenie, że to, co drukują gazety i to, co ludzie zamieszczają w mediach społecznościowych tak bardzo zamieszało poprawnym politycznie Skandynawom w głowie, że chyba po prostu boją się kultywować własnych zwyczajów. Albo uważają je za przeżytek, bo dziś przecież trzeba bardzo uważać na to, które tradycje jeszcze są w porządku, a których należy się jak najszybciej pozbyć. Oby tylko nikogo nie urazić i absolutnie nie promować niczego, co ma związek jedynie z niewielką częścią świata.

Poplątana retoryka św. Mikołaja

Kronika, o której wspominam we wpisie znajduje się tutaj. Warto przeczytać, żeby zrozumieć o co cały ten szum w norweskich mediach.

Norwegii również nie udało się uciec od tego szaleństwa. Gdy tylko wrzawa w sprawie męskiej św. Łucji ucichła, w norweskich mediach wybuchła kolejna afera. Otóż okazuje się, że znana powszechnie retoryka św. Mikołaja jest niedopuszczalna! No bo jak to Mikołaj śmie pytać dzieci w przedszkolu czy były grzeczne? A co jeśli któryś maluch był niegrzeczny? Czy wtedy nie dostanie prezentu i będzie na zawsze wykluczony ze społeczeństwa? Tak uważa autorka kroniki, która dwa dni temu ukazała się w portalu NRK.

Zazwyczaj św. Mikołaj pyta dzieci w szkołach i przedszkolach: Er de noen snille barn her?, czyli „Czy są tu jakieś grzeczne dzieci?”. Według psycholożki, która opublikowała artykuł, pytanie powinno brzmieć raczej: Er det noen spente barn her?, czyli „Czy są tu jakieś podekscytowane dzieci?”. W ten sposób dylemat moralny, przed jakim stają maluchy odpowiadając na pytanie Mikołaja, zostałby zażegnany. Jeśli się zastanawiacie czy ten postulat jest na poważnie, to oczywiście tak! W Norwegii już nawet niewinne pytanie Mikołaja zostało wzięte na tapet i sklasyfikowane jako stygmatyzujące.

Oczywiście kronika wywołała mnóstwo różnych reakcji w Norwegii. Jedni zgadzają się z autorką, inni z kolei nieśmiało sugerują, że posunęła się o krok za daleko. Mnie z kolei cała sytuacja trochę śmieszy, ale z drugiej strony zaczynam się też zastanawiać co powoduje w Skandynawach tę zachowawczość w świętowaniu i wyrażaniu swej skandynawskości. Bo przecież nikt nie ma pretensji do Mikołaja chociażby w Stanach i nie zarzuca mu prób manipulacji. W Polsce Dziadek Mróz i Mikołaj nadal odwiedzają przedszkola i jakoś to wszystko działa, ale Skandynawowie zdają się mieć problem z klasyfikowaniem dzieci na grzeczne i niegrzeczne. A przecież nikt nie jest ani grzeczny, ani niegrzeczny, bo to już są etykietki. W tym przypadku chodzi o błahą sprawę, ale co jeśli takie myślenie przeniesie się na wyższy poziom i przestępcy nie będą winni lub niewinni, ale będą po prostu zwykłymi obywatelami? Być może wyolbrzymiam i nie ma co panikować na zapas, ale co roku te okołoświąteczne skandale i dyskusje na temat kultywowania tradycji wzbudzają we mnie właśnie takie obawy.

Halloween jest ok, ale taniec wokół choinki już nie

Inną z popularnych w Skandynawii tradycji jest taniec wokół choinki. Śpiewa się wtedy kolędy, co szczególnie dla dzieciaków jest dużą atrakcją. Z tym, że w ostatnich latach praktykuje się to raczej w domowym zaciszu, bo ustawianie choinek w szkołach i tańczenie wokół nich w takt norweskich kolęd nieco straciło na popularności. Bo czy dzieci innych wyznań mogłyby brać udział w takiej zabawie? Według norweskich pedagogów nie, więc postanowiono zupełnie zrezygnować z tego zwyczaju. Mam wrażenie, że zrobiono to jednak bez konsultacji z samymi zainteresowanymi. Wiele norweskich piosenek świątecznych nie ma nawet w tekście słowa „Jezus” czy jakichkolwiek odniesień do religii, ale mimo to ich publiczne śpiewanie nie jest zbyt dobrze widziane. I nieważne, że dzieciaki być może świetnie by się bawiły tańcząc wokół choinki.

Co zabawne, Norwegowie nie mają oporów przed importowaniem innych tradycji, które z ich kulturą niewiele mają wspólnego. To, że w Halloween coraz więcej dzieci biega od domu do krzycząc Trick or treat? nie budzi podejrzeń, ale śpiewanie w przedszkolu Så går vi rundt om en enebærbusk już tak.

Dlaczego piszę o tym akurat dziś? Bo fascynuje mnie Skandynawia i wszelkie tradycje związane z północą, ale zamiast oglądać w norweskich wiadomościach pochody św. Łucji to słyszę kolejną debatę na temat tego, co z tymi wszystkimi tradycjami jest nie tak. Co roku z przerażaniem, ale też i smutkiem czytam, że kolejne zwyczaje są niepoprawne politycznie i odchodzą do lamusa, bo ktoś czuje się poszkodowany. A przecież jedne tradycje nie powinny wykluczać innych! Nie rozumiem dlaczego według Skandynawów w wielokulturowym społeczeństwie nie ma miejsca dla wielu tradycji. Wybaczcie bezpośredniość, ale czy inne kultury, które rozgościły się już na północy (wliczając w to nas, Polaków!) przejmują się tym, że ich obyczaje być może sprawią, że Norwegowie poczują się wykluczeni? I czy Norwegowie faktycznie poczują się odizolowani, gdy ktoś będzie obchodził święta związane z inną religią czy kulturą? Nie wydaje mi się. Dlaczego więc św. Łucja, Mikołaj czy bogato przystrojona choinka powoli zaczynają kojarzyć się Skandynawom z jawną dyskryminacją?

Jedna uwaga do wpisu “Początek końca nordyckich tradycji?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s