Frokostblanding #25

Nigdy nie wierz Norwegowi...

Słyszysz od Norwega, że dobrze mówisz po norwesku? Nie wierz mu! I to dotyczy właściwie każdego języka obcego i każdego nejtiwa… Dlaczego komplementy na temat płynności językowej lepiej traktować z przymróżeniem oka? Dziś w ramach (nieco spóźnionego) wpisu śniadaniowego opowiem Wam o pewnym ciekawym fenomenie, który spotyka każdego, kto próbuje mówić w języku obcym.

Wyobraź sobie taką sytuację: uczysz się jakiegoś języka obcego, wkładasz to całe serce i mnóstwo czasu, aż pewnego dnia jesteś w stanie płynnie mówić. Nie popełniasz błędów lub jest ich bardzo niewiele, masz dobrą wymowę, a nejtiwi chwalą Cię, że tak dobrze mówisz. Sytuacja idealna, prawda? Cóż… niezupełnie. Dlaczego?

Kiedyś spotkałam się z teorią, która mnie najpierw zszokowała, a później uświadomiła, że faktycznie tak jest – jeśli natywny użytkownik jakiegoś języka zapewnia, że mówimy tym językiem jak naszym ojczystym to lepiej w to nie wierzyć. Gdybyśmy faktycznie brzmieli jak nejtiwi danego języka to nikomu nie przyszłoby nawet do głowy, żeby chwalić nasze umiejętności językowe, prawda? Pomyślcie: czy mówicie swoim znajomym, że świetnie mówią po polsku? Raczej nie, prawda? Jeśli więc ktoś chwali Waszą norweską wymowę to pewnie niestety nadal słyszy, że rozmawia z nie-Norwegiem.

I zanim ktokolwiek zdąży się oburzyć – to jest jak najbardziej normalne, że nie brzmi się jak nejtiw w jakimś języku obcym. Oczywiście można nauczyć się mówić z idealnym akcentem, ale niestety udaje się to tylko nielicznym. No i dzieciom oczywiście. Zainteresowanym polecam poczytanie sobie o tzw. wieku krytycznym, czyli momencie, do którego dziecko jest w stanie nauczyć się jakiegokolwiek języka na świecie z idealnym akcentem.

A co z nami, osobami dorosłymi? Można pozdawać wszystkie możliwe certyfikaty językowe, znać slang czy nawet dialekt, a i tak jest duża szansa, że natywni użytkownicy danego języka zaszufladkują nas jako cudzoziemców. My też przecież znamy osoby, które nauczyły się płynnie mówić po polsku, a jednak prawie zawsze jesteśmy w stanie wyłapać, że nie dorastali w Polsce. Za przykład może tutaj posłużyć chociażby Steffen Möller, który śmiga po polsku aż miło, a i tak słychać, że polski jest dla niego językiem obcym.

No dobrze, polski może nie jest najlepszym przykładem ze względu na wymowę. Weźmy więc norweski. Niby wymowa nie sprawia nam trudności, bo poza kilkoma wyjątkami dźwięki są podobne, a jednak trudno odwzorować norweską wymowę co do joty. I nawet nie mam tu na myśli dialektów, które z oczywistych względów bardzo trudno jest opanować (brak źródeł pisanych czy podręczników do nauki danego dialektu). Nawet jeśli zdecydujemy się na „standard” czyli wymowę z Oslo, wprawne norweskie ucho pewnie i tak wychwyci fałszywe nuty.

Pierwszą rzeczą, która zdradza wszystkich są tonemy. Można się nauczyć, które słowa mają tonem 1, a które 2, można nawet wykuć na pamięć cały rozdział z Norsk referansegramatikk dotyczący dystrybucji akcentu tonicznego, a i tak pewnie usłyszymy kiedyś, że „tak dobrze sobie radzimy po norwesku”. Jeśli wciąż Was to stresuje to mam dla Was złotą radę: po prostu przyjmijcie do wiadomości, że być może nigdy nie uda Wam się ukryć obcej nuty w wymowie. Jest jednak kilka sztuczek, które sprawią, że Norwegowi nie przyjdzie do głowy komplementowanie naszej znajomości języka (to zdanie zabawnie brzmi, wiem ;)).

Po pierwsze: gramatyka

Bez tego ani rusz. Jeśli opanujemy wymowę i słownictwo na bardzo wysokim poziomie, ale nie podołamy norweskiemu szykowi zdania to każdy Norweg od razu wychwyci, że dopiero się uczymy i pewnie nie jesteśmy na bardzo wysokim poziomie. Zanim więc zaczniecie wkuwać długaśne listy słówek, opanujcie najpierw podstawy gramatyki. Stosujcie nowe konstrukcje od razu po tym, jak się ich nauczycie. W ten sposób staną się dla Was naturalnie, a nie będą tylko „tym trudnym rozdziałem”, przez który cudem udało Wam się przebrnąć. Prosta zasada: gdy się czegoś uczymy, od razu wprowadzajmy to w życie.

Po drugie: słownictwo

Gdy Wasza gramatyka jest już na bardzo dobrym poziomie, możecie zacząć wyszukiwać nowe, skomplikowane słówka. Oczywiście upewnijcie się, że poza wyszukaniem tych słówek i zapisaniem ich w zeszycie, będziecie ich też często używać. Nieużywane słówka lubią znikać z pamięci!

Po trzecie: pewność siebie

To element, o którym nie mówi się zbyt często na zajęciach z języka obcego, a szkoda. Ja sama usłyszałam o tej metodzie, gdy kilka lat temu przygotowywałam się do egzaminu CPE. Miałam wtedy zajęcia z pewnym Kanadyjczykiem, który uczył nas sztuczek przydatnych na egzaminie ustnym. Bardzo często na rozgrzewkę zadawał nam szalone pytania (tematy naprawdę były kosmiczne!) i chciał, żebyśmy coś mu opowiedzieli. Gdy komuś z nas zabrakło jakiegoś słowa lub nie mieliśmy pomysłu jak podejść do nowego i oryginalnego tematu, lektor zawsze powtarzał: bądź pewny siebie, nawet jeśli Ty sam nie jesteś pewny tego, co mówisz. Brzmi zabawnie? Być może, ale to prawda, że pewność siebie robi dobre wrażenie na słuchaczach. To być może jest tania sztuczka na egzaminy językowe, ale doskonale sprawdza się też w codziennym życiu. Jeśli nie wiecie do końca jak użyć jakiegoś nowego słówka, po prostu przetestujcie je w praktyce. Norweg na pewno Wam powie, gdy czegoś nie zrozumie, ale Wasza pewność siebie na pewno zrobi na nim dobre wrażenie.

A jakie są Wasze sztuczki na ukrycie tego, że jakiś język nie jest Waszym językiem ojczystym? A może wcale nie czujecie potrzeby, by to ukrywać?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s