Norweskie województwa znikają + słówka

playlist

Od niemal roku w Norwegii zachodzą wielkie zmiany. Zmiany, które już niedługo zauważymy na mapie, głównie tej politycznej. Chodzi oczywiście o nowy podział administracyjny kraju, który jedni postrzegają jako szansę dla siebie, a inni jako początek końca świata. A jakie zmiany tak naprawdę zostaną wprowadzone i po co? O tym przeczytacie w dzisiejszym artykule, który dodatkowo naszpikowałam norweskimi słówkami. Przecież każda okazja jest dobra, by poszerzyć zasób słownictwa, prawda?

Co się zmieni?

Norwegia znalazła się w sytuacji, w której przez wiele miesięcy będą zachodzić poważne zmiany w podziale kraju, a co za tym idzie, również w określeniu obowiązków poszczególnych instytucji regionalnych. Poza okazjonalnym łączeniem małych gmin, kommunesammenslåing (m*), politycy postanowili wziąć na tapet również województwa. W zeszłym roku w Norwegii wybuchła debata na temat łączenia niektórych województw, sammenslåing (m) av fylker. Kontrowersje budziły nie tylko nowe, gigantyczne regiony, które mają powstać wskutek połączenia kilku mniejszych, ale także ich nazwy. Według wprowadzonej reformy dot. regionów, regionreformen (m), zamiast dotychczasowych 19 województw, fylker (n), Norwegia będzie się wkrótce składała z 11 okręgów administracyjnych, administrasjonsområder (n). Na poniższej mapie, dostępnej na stronie norweskiego rządu, możecie zobaczyć nowy podział kraju:

kart

Już od 1. stycznia tego roku możemy mówić o wspólnym województwie Trøndelag, a nie jak wcześniej Sør-Trøndelag i Nord-Troøndelag. Pozostało zmiany mają wejść w życie do 2020 roku, a będzie ich całkiem sporo. Połączone zostaną Hordaland z regionem Sogn og Fjordane, Aust-Agder z Vest-Agder, Vestfold z Telemarkiem, Oppland z województwem Hedmark, Buskerud z Akershus oraz Østfold, a na północy kraju Troms stworzy z Finnmarkiem jeden okręg. Sporo tych zmian, to fakt. Reformy unikną natomiast największe/najsilniejsze regiony czyli Rogaland, Møre og Romsdal, Nordland oraz gmina Oslo, która funkcjonuje także jako oddzielne mini-województwo (jasnoczerwony punkcik na mapie powyżej).

Nazwy

Małe zamieszanie wywołują same nazwy, których używają politycy. Dotąd powszechnie mówiło się o kilkunastu fylker (n), województwach. Dość często pojawia się także słowo fylkeskommuner (m), czyli tak zwane gminy wojewódzkie. Zauważcie, że w Norwegii mamy do czynienia z dwustopniowym podziałem (na województwa i gminy), a nie trójstopniowym jak w Polsce (w Norwegii nie istnieje coś takiego jak powiat). Od pewnego czasu jednak w polityce i mediach coraz częściej używa się określenia regioner (m), regiony, zamiast województw. I tu zaczynają się schody. Słowo region ma nieco bardziej geograficzny wydźwięk, podczas gdy województwo kojarzy się niezmiennie z podziałem administracyjnym. Dodatkowo nowo utworzone jednostki często nazywane są storfylker (n), dużymi województwami w dosłownym tłumaczeniu. Natomiast mówiąc o poszczególnych częściach kraju ze względu na geografię i kierunki północ-południe, wschód-zachód, używa się określenia landsdeler (m). Do nich należą Østlandet (wschód), Sørlandet (południe), Vestlandet (zachód), Trøndelag (nazwa pochodzi od nazwy województwa) i Nord-Norge (Norwegia północna).

Myślicie, że sytuacja jest już wystarczająco skomplikowana? Według norweskich polityków było jeszcze pole do popisu, które postanowiono skrupulatnie wykorzystać. Łącząc zachodnie województwa Hordaland z Sogn og Fjordane wybrano dla nich wspólną nazwę… Vestlandet! Tak, tę samą, jaką do tej pory nazywało się zachodnią część kraju, włączając w to również Rogaland, a czasem i Vest-Agder. Wyobraźcie więc sobie konsternację mieszkańców okręgu Rogaland, którzy dowiedzieli się, że niedługo nie będą już mogli określać się mianem vestlendinger (m), czyli mieszkańców zachodu, bo nazwa ta zacznie kojarzyć się ludziom tylko z nowym województwem! Byłam akurat wtedy w Norwegii i mogłam na własne oczy zobaczyć reakcje społeczeństwa. Wybuchła debata, debatten (m) blusset opp, a gazety, w zależności od regionu oczywiście, albo żartobliwie opisywały całą sytuację lub z powagą przewidywały konsekwencje wprowadzenia nowego nazewnictwa. Na jednym z forów językoznawczych, które śledzę Norwegowie, głównie ci z Vestlandet (regionu, nie województwa! ;)), wylewali swoje żale i frustracje. Trudno im się zresztą dziwić. Wyobraźmy sobie co by się działo, gdyby próbowano przeprowadzić podobną operację w Polsce… No właśnie, teraz rozumiecie oburzenie Norwegów.

Regionreformen to nie tylko nomeklatura

Reforma dot. regionów przebiega równolegle z tzw. kommunereformen (m), która ma na celu zredukowanie liczby gmin w kraju. Jednym, a może nawet jedynym?, powodem wszystkich tych zmian ma być, według polityków, chęć uproszczenia administracji oraz połączenia nieco słabszych regionów z większymi, co ma wyrównać szanse okręgów o mniejszym potencjale gospodarczym i administracyjnym. Ufff, brzmi to jak typowy polityczny bełkot. Co to oznacza w praktyce? Czy Ola Nordmann może odczuć takie zmiany na własnej skórze? I tak i nie. Nie, jeśli spojrzymy tylko i wyłącznie na nowe nazwy. Po prostu w adresie trzeba będzie wpisać nową nazwę województwa i tyle. Jeśli Ola Nordmann mieszka w większym mieście, które zachowa swą rolę miasta wojewódzkiego, to też pewnie nie odczuje większych zmian. Jeśli jednak mieszka w mniejszym miasteczku czy wsi, i być może na obrzeżach nowego storfylke (n), to może się okazać, że poważniejsze sprawy administracyjne Norweg będzie musiał załatwić w innym, bardziej oddalonym miejscu.

Trwa również „walka” między miastami, które dotąd były głównymi ośrodkami, swoistymi stolicami w dotychczasowych województwach, hovedstad (m). Może się bowiem okazać, że duże ośrodki miejskie stracą część swoich instytucji administracyjnych i pozostaną takimi metropoliami-widmo. Takie ryzyko istniało w okręgu Trøndelag, gdzie zarówno Steinkjer z byłego Nord-Trøndelag i Trondheim z Sør-Trøndelag, walczyły o pozycję dominującą. Problem rozwiązano w iście norweskim stylu – każdemu z miast przyznano po jednej z kluczowych funkcji w województwie, co z pewnością zażegnało kryzys, ale także wywołało konsternację mieszkańców regionu, trøndere (m). W Trondheim znajdą się więc wszelkie instytucje polityczne, a Steinkjer zajmie się sprawami czysto administracyjnymi. Problem rozwiązany, przynajmniej częściowo.

Co dalej?

Na razie trudno powiedzieć coś więcej o skutkach reform, bo zmiany są dopiero wcielane w życie. Sceptycy obawiają się jednak, że wiele spraw zostanie przeniesionych ze szczebla gminnego na wojewódzki, co może spowodować kolejne trudności i niepotrzebny rozrost administracji. A Norwegowie przecież chcieliby całą biurokrację sprowadzić do absolutnego minimum, a nie dodatkowo ją komplikować!

Mam jednak nadzieję, że wszystkie obawy okażą się bezpodstawne. Biorąc pod uwagę zamiłowanie Skandynawów do minimalizmu w biurokracji, trudno wyobrazić sobie, by wprowadzane reformy miały skomplikować życie mieszkańcom kraju. Czas pokaże, która ze stron miała rację, ale jedno jest pewne – Norwegowie prędko nie wybaczą politykom nazwania nowego województwa Vestlandet :)


* Rodzaj gramatyczny: m – męski, f – żeński, n – nijaki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s