Dlaczego nie lubię Facebooka

FRESH

Od jakiegoś czasu rozważałam stworzenie na blogu kategorii NieNaTemat, gdzie mogłabym publikować wpisy, które nie mają wiele wspólnego z Norwegią. Właśnie nadarzyła się taka okazja, gdy fb przelał czarę goryczy i sprawił, że nie lubię go jeszcze bardziej niż wcześniej.

Tak, spójrzmy prawdzie w oczy: żyję w XXI wieku i nie lubię Facebooka. Używam go dość rzadko i tylko dlatego, że „muszę”. Powodów mojej niechęci jest tak wiele, że pewnie nie wystarczy jednego wpisu, by je wszystkie omówić. Wymienię więc pięć najważniejszych:

Po pierwsze: system algorytmów

Wydawało mi się, że jak założę fanpage mojego bloga to liczba wejść na Norwegolożce wzrośnie. I faktycznie tak się stało na samym początku, gdy strona jeszcze raczkowała, a fb nie poczynał sobie aż tak śmiało z algorytmami. Później nagle wejść było coraz mniej, zarówno na fb jak i na blogu, a na belce powiadomień zaczęły mi się pojawiać typowo facebookowe „groźby”: jeśli zapłacisz X zł, Twój post dotrze do N ilości osób. Oczywiście zawsze ignoruję takie rewelacje, ale to oznacza także, że wielu czytelników najzwyczajniej w świecie nie dostaje powiadomień o nowych postach, o czym mi zresztą mówiliście. Bezpośrednio na bloga wchodzi niewiele osób, bo to przecież takie nie na czasie. Nie, to nie jest ironia, po prostu stwierdzam fakt. Kiedyś mówiło się, że jak czegoś nie ma w Google, to to nie istnieje. Dziś jeśli czegoś nie ma na Fb, to nie istnieje to w cyberświadomości. Jeśli więc informacja o nowym wpisie na blogu nie pojawia się na Waszych facebookowych tablicach, to zdecydowana większość z Was wychodzi pewnie z założenia, że żaden post się nie pojawił. Próbuję jakoś to rozwiązać pisząc na Twitterze (który, na szczęście, jeszcze nie zapomniał czym jest chronologiczne wyświetlanie postów), a ostatnio nawet na Instagramie. Instagram niestety też należy do fb i działają tam bardzo podobne algorytmy, więc nie wiem na ile publikowanie tam czegokolwiek ma sens. Zobaczymy.

Po drugie: powiadomienia

To coś, co stresuje mnie najbardziej. Powiadomienia. Widma, wyłaniające się nagle i co chwilę. Od jakiegoś czasu mam telefon, na którym mogłabym już mieć te wszystkie „cuda techniki”, ale wiecie co? Nie mam. Nie mam messengera (wytrzymałam z tym wynalazkiem jakieś dwa dni), ani samej aplikacji fb. A gdy już w końcu zaloguję się do tego potwora na komputerze* to zawsze muszę się przekopać przez lawinę mniej lub bardziej istotnych powiadomień, by odkryć, że tak naprawdę nic aż tak alarmującego się nie stało. Ktoś skomentował link do wpisu na blogu? Super, bo to daje nadzieję, że przeczytał. Szkoda tylko, że z czasem wszystkie te facebookowe interakcje przepadną w nieskończenie długim strumieniu świadomości. Tęsknię za staromodnymi komentarzami na blogu, do których można wrócić i które są uporządkowane według dat. Zdaję sobie sprawę z tego, że Norwegolożka nie jest topowym blogiem lajfstajlowym, który ma setki tysięcy wejść i drugie tyle komentarzy, ale każdy, najmniejszy nawet znak życia od Was drodzy Czytelnicy, sprawia, że widzę w tym wszystkim sens. Komentujcie więc śmiało!

Po trzecie: blog schodzi na drugi plan

Niestety. Na samym początku, gdy blogi dopiero raczkowały, a blogerzy stawali na głowie, by zdobyć czytelników, nikt nie myślał o fb. Tak właściwie wystarczyło pisać, najlepiej w miarę na temat, i czekać, aż wujek Google lub inne nadprzyrodzone siły skierują czytelników na bloga (w wieeelkim uproszczeniu). Dziś „trzeba” mieć fanpage i spamować na nim kilka razy dziennie, by wygrać nierówną walkę z facebookowymi algorytmami i wybłagać kilka kliknięć. Niewiele osób subskrybuje blogi, bo przecież o wiele łatwiej jest mieć wszystko w jednym miejscu. Pewnie, że łatwiej, zgadzam się z tym w 100%! Ale… od jakiegoś czasu blogerzy, którzy nie chcą płacić fb lub nie publikują tam wystarczająco często (czyt. ja), znikają z tablic czytelników. Facebookowi szkoda czasu na promowanie nie-hiperaktywnych użytkowników. No chyba że zapłacą.

Po czwarte: natychmiastowe odpowiedzi

Nauczyliśmy się, że odpowiedzi na wiadomości dostajemy natychmiast. Jasne, to sprawdza się w przypadku SMSów. Tak, dobrze się domyślacie, ja wciąż wysyłam SMSy. Ba, jestem też wielką fanką MMSów! Dlaczego? Bo działają na większości telefonów i nie muszę się zastanawiać czy ktoś ma smartfon czy nie. Po prostu piszę i mam gwarancję, że dojdzie i że ten ktoś odczyta jak będzie mógł i/lub chciał. Denerwuje mnie natomiast, że dziś wszyscy zakładają, że jeśli wyślą coś na messengerze to odbiorca odpisze w ciągu dwóch sekund. Mam kilku znajomych, z którymi kontaktuję się jeszcze przez fb, ale wtedy traktuję to bardziej jak maile – wysyłam coś i sprawdzam za jakiś czas, nie oczekując, że ktoś jest zalogowany 24h/dobę. I pewnie to tylko ja mam takie „dziwne” podejście, bo dziś na facebookowe wiadomości należy odpowiadać od razu. A już nie daj boże odczytamy wiadomość, ale nie odpowiemy na nią w tej samej sekundzie… Przestępstwo! Nieważne, że może akurat nie mamy czasu lub chcemy się zastanowić nad odpowiedzią. Nasz rozmówca już widzi, że wyświetliliśmy wiadomość, więc „wypada” odpisać natychmiast. Wiele razy mówiłam, że wolę dostawać wiadomości na maila. Mam wtedy wrażenie, że są bardziej „przemyślane”, że ktoś włożył w nie więcej wysiłku. Dlatego uwielbiam, gdy wysyłacie wiadomości na blogowego maila i zawsze odpisuję Wam z przyjemnością. Być może dlatego, że mogę to zrobić, gdy mam trochę wolnego czasu, by odpowiedzieć na spokojnie. Z kolei odpisując na fb niemal czuję nad głową tykający stoper, odliczający sekundy, które dzielą mojego rozmówcę od irytacji z powodu zbyt późnej odpowiedzi…

Po piąte: ulotność

Jeśli coś zostało opublikowane na fb to można mieć pewność, że dwie minuty później zniknie w natłoku coraz to nowych treści. O jakimś sensownym archiwum czy chronologicznej segregacji nie ma co marzyć. Fb i tak pokaże nam to, co on uzna za stosowne, a nie to, czego szukamy. Liczy się też godzina publikacji – trzeba zgadnąć (lub jeśli ktoś jest bardziej ogarnięty: przejrzeć statystyki wejść), kiedy czytelnicy pojawiają się na stronie i publikować w takich godzinach. To gwarantuje, że wpis zobaczy więcej osób. Pewnie i tak nie wszyscy, ale większość. Tutaj wyższość bloga jest oczywista – każdy, kto wejdzie na stronę zobaczy wszystkie posty. Ba! Będzie mógł je nawet posortować według kategorii lub wybrać z archiwum dany miesiąc i rok. Pisanie wpisów na bloga zajmuje też więcej czasu, a to oznacza, że są bardziej dopracowane. Zanim coś tu opublikuję, zazwyczaj robię rozeznanie w temacie, czytam, przeglądam, opisuję… Później sprawdzam czy na pewno wszystko jest w porządku i dopiero klikam „Opublikuj”. Wpisów jest mniej, ale za to ich pisanie sprawia mi prawdziwą przyjemność. Posty powstają, gdy akurat przyjdzie mi do głowy nowy pomysł lub coś mnie wyjątkowo rozbawi/zaciekawi/zaintryguje. W mediach społecznościowych natomiast „trzeba” publikować regularnie, by utrzymać stałe grono czytelników i nie dać się pożreć facebookowej polityce. Ja niestety nie lubię pisać na siłę i pewnie dlatego się tam nie odnajduję.

A co Wy myślicie o mediach społecznościowych? Czy bez odnośnika z fb w ogóle tu wchodzicie? Dajcie znać w komentarzach, jestem bardzo ciekawa Waszej opinii! :)


* Tak, należę do ginącego stada dinozaurów, które klikają „wyloguj się” na fb i za każdym razem, gdy chcą coś sprawdzić, od nowa wpisują hasło.

8 uwag do wpisu “Dlaczego nie lubię Facebooka

  1. Ja bez FB czuję się jak bez ręki :P Właśnie przez to, że wszystko dzięki temu mam w jednym miejscu. Na studiach to z FB najszybciej dowiadywałam się o odwołanych zajęciach, zbieraniu indeksów, wymianie materiałów przed kolokwium. Teraz przez FB mogę dotrzeć do interesujących mnie materiałów czy nawet informacji o konferencjach naukowych. Śledzenie stron, które mnie interesują jest dla mnie wygodne, bo często udostępniają teksty, których sama bym nie znalazła :) A archiwum treści tworzę dzięki zakładkom „Zapisane” – są nawet posortowane automatycznie na filmy, które chcę obejrzeć, czy linki, do których będę chciała wrócić. Blogowy fanpage jest dla mnie zbawieniem, bo teraz, kiedy mam mniej czasu na tworzenie rozbudowanych treści na bloga, nie tracę kontaktu z czytelnikami. A ustawienia powiadomień zawsze można zmodyfikować ;)

    Wydaje mi się, że media społecznościowe „nie lubią” czegoś pisanego na siłę, to też się nie wpisuje w algorytmy, bo nie jest tak „klikalne” jak to, co jest szczere i naturalne. Ja tam wierzę, że i w „internetach” można się obronić byciem sobą :)

    Polubienie

    • Też mam nadzieję, że można i dlatego stwierdziłam, że nie będę tracić czasu na coś, czego nie lubię. Ale rozumiem w 100% dlaczego wiele osób właśnie nie wyobraża sobie bez tego życia – wszystko jest w jednym miejscu :)
      I wiesz, w moim przypadku było podobnie – założyłam profil na fb właśnie na studiach, żeby jakoś to wszystko ogarniać. Teraz już nie korzystam z niego w tym celu i coraz bardziej mam wrażenie, że to taki trochę „śmietnik”, gdzie jest wszystko i nic. A że ja nie umiem sprawnie poruszać się po tym „śmietniku”, to szybko się wkurzam. Taki tam syndrom dinozaura ;)

      Polubienie

  2. Pierwszy raz jestem na Twoim blogu i od razu trafiłam na przemyślenia, pod którymi mogłabym się podpisać. Nie znoszę FB i tych idiotycznych wpisów od czapy, bo przecież już 10:00, wiec trzeba coś opublikować, nawet jeśli się nie ma nic do powiedzenia.

    Polubione przez 1 osoba

    • Uff czyli nie tylko ja mam takie przemyślenia! Mam nadzieję, że ta moda minie. Czy też może: że ludzie przestaną oczekiwać, że każdy „musi” być na fb i śledzić co się dzieje :)

      Polubienie

  3. Założyłem fb 2 lata temu i od tego czasu zalogowałem się może 15 razy. Na początku dałem swoje zdjęcie i zaczęli Mnie zapraszać do znajomych ludzie, o których istnieniu słusznie zapomiałem i których kompletnie nie obchodzę (z wzajemnością); jest to bezkresny ocean niepotrzebnych informacji; nie zlikwidowałem fb bo mi szkoda czasu na szukanie informacji jak to zrobić; trzeba koniecznie reagować na fb bo brak reakcji może być odebrany jako oznaka braku sympatii – logując się na fb raz na miesiąc możesz więc pogorszyć relacje z innymi bo np. Mijają tygodnie a ty nie zaakceptowałeś czyjegoś zaproszenia; w moim gmailu nie mogę znalezc ważnych emaili bo fb pisze do mnie 20 razy dziennie informacje ze wiele sie działo od mojego ostatniego wejścia (zapewne tak jest biorąc pod uwagę ze mam tam 10 osob); na blogu jestem przez książke o łososiach ; kupiłem na poczcie pare dni temu , idealna na urlop; moze kiedyś odwiedzę Norwegię ; pozdrowienia dla autorki-dinozaura od osobnika z ginącego gatunku :)

    Polubienie

  4. Coś w tym jest! Ja trafiłam tutaj zupełnie przypadkiem :) Jeszcze nie zapoznałam się z innymi wpisami – norweski jest na razie w moich planach na bliżej nieokreśloną przyszłość, ale na ten wpis muszę zareagować.

    Mój blog jeszcze nie zaistniał na portalach społecznościowych, ale mam wrażenie, że tablica na moim prywatnym koncie zalewana jest informacjami o znajomych moich znajomych… – o osobach, których nie znam, ani nie chcę poznać. Ktoś odpisał na zdjęcie, ktoś kogoś oznaczył i nagle widzę wpisy zupełnie obcych osób. Mnie od dłuższego czasu już to zniechęca i zaglądam tam coraz rzadziej.

    Pozdrawiam! I mam nadzieję, że znajdę więcej czasu na przeczytanie wszystkiego od deski do deski.

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję za ten komentarz! Cieszę się, że jest więcej osób, które dostrzegają paradoks facebook’a. Niby portal ma nas łączyć ze znajomymi, a jest właśnie tak jak mówisz – tablice zalewają wpisy osób, które po prostu często publikują, a niekoniecznie są nam bliskie.

      Od dłuższego czasu rozważam zupełne zniknięcie z tego diabelskiego portalu i może w końcu się na to zdecyduję. Osoby, które chcą utrzymywać ze mną kontakt znalazły bez problemu inne sposoby na wysyłanie wiadomości niż na fb. Czyli jednak można, jeśli tylko się chce :)

      Trzymam kciuki za Twojego bloga! Hiszpański to co prawda zupełnie nie moja bajka, ale chętnie sobie poczytam :)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s